Dzisiaj: Leona Ireneusza
Kazimierz Ivosse - pisarz, poeta, dramaturg, publicysta prasy polonijnej "Dziennik Polski" (Londyn), "Teczka" (Paryż), a także czasopism w NIemczech, gdzie mieszka na stałe od 1988 r.("Kurier", "Nasze Słowo" i "Samo życie". Członek Pisarzy Polskich za Granicą (Anglia) oraz Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie A.P.A.J.T.E (Francja). Autor 16 powieści, trzech tomików wierszy, sztuk teatralnych i słuchowisk radiowych.

Nasz drogi Lwów

Niech inni sy jadu dzie mogu, gdzie chco. do Wiednia, Paryża, Londynu, a ja si zy Lwowa ni ruszam za próg, ta mamciu, ta skarz mni Bógi Bo dzie jest na świeci tak dobrze jak tu Tylku wy Lwowi i... A to już VIII Międzynarodowy Festiwal Kultury Kresowej odbywający się w Jarosławiu w dniach 9 -16 września, gromadzący rzesze Kresowi...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
276 odsłon
0 komentarze

​Rygle bram kryjących tajemnice

W sławetnym grodzie nad Wisłą - Płocku, gdzie Zbigniew Święch był honorowym gościem Ogólnopolskiej Konferencji Dyrektorów Uniwersytetów Trzeciego wieku (a jest ich w naszym kraju ponoć dwieście), pewna dziennikarka wzięła mojego przyjaciela za Guntera Grassa. Ten sam owal twarzy, włosy, lekko zgarbiona sylwetka i nieodłączna faj- ka. Brakowało jedy...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
301 odsłon
0 komentarze

Uroki, gusła, fałszywe cuda

​Szekspir w „Hamlecie" stwierdza: Są rzeczy, o których ani się śniło filozofom. W jakiejś mierze dotyczyć to może takich zjawisk. jak tajemnicza, magiczna, nadprzyrodzona siła, która od pewnego czasu zalęgła się ponownie w kolorowych tygodnikach, a także w telewizji. Hipnotyzm i Spirytyzm jak wiadomo dawno temu straciły na aktualności za przyczyną ...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
377 odsłon
0 komentarze

Czarna jasność duszy Franza Kafki

​Tuż po wojnie jeden z lewicujących tygodników ogłosił ankietę pod znamiennym tytułem: „Czy należy spalić Kafkę?" Ankieta tygodnika „Aktion" nie była czymś zaskakującym i nieoczekiwanym, bowiem i my z własnej historii powojennej możemy zaświadczyć o wrogości komunistów do Kafki. Naziści palili książki na stosach, działa największych geniuszy n...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
406 odsłon
0 komentarze

​Wiadomość historyczna i statystyczna o mieście Jarosławiu przez Franciszka Siarczyńskiego spisana...

Tytuł jest znacznie dłuższy' i z braku miejsca w tym kąciku felietonisty znacznie to skrócony być musiał... I tego rodzaju publikacje książkowe, a jest to reprint wydany ostatnio przez równie zasłużoną, obok Wydawnictwa „Kolor-Druk-Drukamię Papirus" J.M.B. Trójniaków - otóż książki takowe uczą nas przepływania czasu, a także wartości chwili. Opraco...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
479 odsłon
0 komentarze

​Prosty jak unijny banan…

Prawda przeczuwana ma krótkie nogi i bywa mniej atrakcyjna od prawdy zdefiniowanej. Z jednej jak i z drugiej można się pośmiać lub też, jak kto woli – popłakać serdecznie. Tak jest od pewnego czasu z pogłoskami dotyczącymi debat unijnych, niejednokrotnie w aspekcie wprost niedorzecznych tematów. Prawdopodobne lub wykoślawione, mają nadać sens życi...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
466 odsłon
0 komentarze

Koń a sprawa polska

​Z pamięcią o Isabelle, która tak kocha konie... Może i przekorny to tytuł, ale zważywszy na fakt, iż rola polskiego konia sprowadzona została do marginesu (wyścigi konne, zawody hippiczne oraz aukcje), warto przypomnieć o ogromnych zasługach tego szlachetnego zwierzęcia dla historii naszego kraju. A ta historia zaczęła się pod Cedynią. T...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
482 odsłon
0 komentarze

1050-lecie Chrztu Świętego

​ W zbliżającym się czasie 1050-lecia Chrztu Świętego Polski, pamiętamy milenijny jubileusz 1000-lecia. Katolicka prasa (a jest jej tak mało w naszym kraju) wspomina cały ciężar okoliczności historycznych, które stanowiły wielką próbę dla Kościołów i narodów w Europie, te z zarania dziejów jak i współcześnie. Jest faktem, iż religijne i moraln...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
601 odsłon
0 komentarze

Wizja Ottona III

​Cesarz Otton III urodził się w Reichwaldzie, miejscowości położonej w pobliżu miasteczka Kleve. To małe, schludne miasteczko, niczym się nie wyróżnia a jednak Kleve ze swoją zaszłością historyczną znaczy wiele w historii Niemiec. Ma też znaczenie dla naszego kraju. Otton III posiadał w sobie boski charyzmat. Przypomnijmy sobie, oto w 1000 - n...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
409 odsłon
0 komentarze

Pierwsza królowa Polski - Rycheza

​ Idąc śladami przeszłości po tej ziemi, śladami polskimi, muszę sam przyznać, że niewiele wiedziałem o tej postaci. Rycheza pochodziła z Niemiec, zaś jej relikwie znajdują się w Tyńcu. PRL - owskie władze starały się i to na wszelkie sposoby przemilczeć ten fakt, w konsekwencji zaś owo utajnienie dotyczyło idei zjednoczenia Europy. My byliśmy...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
612 odsłon
0 komentarze

Obecność

​Warto wiedzieć, że prawie co dziesiąty mieszkaniec Niemiec jest cudzoziemcem. Jest to dziewięć procent ludności tego kraju. Niemcy to od wielu lat tzw. „Einwanderungsland", chociaż oficjalnie władze starają się temu przeczyć. Ale statystyki są dokładne; oto od 1954 roku do Niemiec przybyło aż 31 milionów ludzi, jednocześnie z tego kraju wyemigrowa...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
452 odsłon
0 komentarze

​Strach

Strach ma wielkie oczy… Osobiście nie znoszę zbyt łatwego „gadania" krytyków na temat pachnącej jeszcze farbą drukarską książki, w tym przypadku odnosi się to do STRACHU Jana Tomasza Grossa. Po prostu w takiej gadaninie znajdujemy jedynie powierzchniową pianę domysłów i ostatecznych sądów mizdrzących się do krasomówstwa. Opasłe książki czyta się dł...
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
396 odsłon
0 komentarze

Być Polakiem

Wiem, że nie ucisk
i chciwe podboje,
lecz wolność ludów szła pod Twoim znakiem.
Że nie ma dziejów
piękniejszych niż Twoje
i większej chwały
niżli być Polakiem.

Jan Lechoń o Polsce

Czy chcesz, abym płacił ciągle moją ludzką krwią, a ty nie dasz łez nigdy? Tak wołał w rozpaczy Blaise Pascal. Być Polakiem… Są ludzie, obywatele naszego państwa, którzy przeżywają ów stan w sposób naturalny, tak jak się oddycha, dla innych stanowi to wysiłek i mozół, zwłaszcza może tu i teraz w tym trudzie istnienia, kształtowania swojej tożsamości w płynnym i po prostu czasami dzikim żywiole czasu. Nie będę przypominał czym polskość jest dla jednego z naszych polityków. Tacy na wysokim urzędzie bywają mężni wobec bytu i nie zależy im, kim są, kogo reprezentują. Dla takich polskość rzeczywiście może być kłopotem, ciężarem i trudem. Także… nienormalnością. Wstyd! Tłuste, brudne światło rozlane na czystej wodzie. I jest w tym coś złowieszczego. Sromotny stan kultury politycznej. Opisanie tego stanu, wszystkich wykopanych jam i przepaści przechodzi moje możliwości jako pisarza i poety. Oto nasi politycy są zdania, iż im bliżej dna, tym prędzej podbiją się znów w górę. Potrzeba wiele dzielności, aby przełamać w sobie poczucie bezsensu przeciwdziałania ich zakusom. Ta trucizna rozpływa się i ogarnia już wszystkie dziedziny społecznego życia. Dotyczy to także dziedziny kultury. Szerokie pojęcie… kultura sprawia dziś wrażenie starego, zarośniętego i zachwaszczonego ogrodu. Pisze się często o tym na łamach prawicowych pism. Każda nowa władza przekonywała nas, że posiada w sobie możliwości ideologicznej reinkarnacji problemu polskiej kultury i tego rodzaju zapewnienia zawsze wzbudzały w nas mierne zaufanie do ich techniki ideologicznej. Po tego rodzaju zapowiedziach, wszystko nadal stawało się zamknięte i nieprzeniknione. A zatem być Polakiem w tym kraju absurdów, być intelektualistą i naukowcem, to czuwać z daleka. Obok czujności należy zachować zdolność do odczuwania potrzeby walki z tym, co utrudnia działanie ducha, byśmy nie znaleźli się w kompletnej pustce. Wielu twórców dziś przeżywa problem jakby wygnania. Wygnania z ojczyzny, buntu, żalu, goryczy, z prawa do krytyki i wreszcie z wiary. Anaksymander… wygnanie. To musi niepokoić. I niepokoi. Tak, jak odrzucenie przez Sejm RP uchwały Senatu RP odnośnie ustanowienia roku 2013 Rokiem Powstania Styczniowego w związku ze 150-tą Rocznicą tego narodowego zrywu. Bezdomność naszej historii, bezdomność pamięci. To nie jest jeden akt, to już proces. Historia Polski, bycie Polakiem, męczy już wielu naszych rodaków. Rodaków? Umysł ludzki jest tak stworzony, że może rozumieć narzucane nam doktryny liberalnych podrzutków, nie uznając ich. Nie na zasadzie głuchoty, lecz przeciwnie- drążąc ich sens z przeświadczeniem, iż historia naszego Narodu trwa i że nic w niej nie przemija zapomniane, lub odrzucone. Jak mówił poeta… „Że nie ma dziejów piękniejszych niż Twojej i większej chwały, niżli być Polakiem…”
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
700 odsłon
0 komentarze

MOCARZ POKORY

25 stycznia br. obchodziliśmy 146-tą rocznicę urodzin księdza Jana Balickiego, beatyfikowanego 18 sierpnia 2002 roku w Krakowie przez Ojca Świętego Jana Pawła II i kanonizowanego w Rzymie w roku 2003. Ten wspaniały kapłan urodził się, żył oraz działał do końca swego życia na terenie diecezji przemyskiej obrządku łacińskiego należącej do jednej „ze starszych”, bowiem powstałej w XIV w. Spoglądając na datę urodzin (25 styczeń 1869) widać, iż dzieciństwo, młodość oraz część wieku dojrzałego ks. Balicki przeżył pod zaborem austriackim. Prowincja ta zwana Galicją w porównaniu do ziem zaboru rosyjskiego i pruskiego, cieszyła się pewnym zakresem wolności i w takich dziedzinach jak kultura, szkolnictwo, czy też w działalności administracji oraz Kościoła. „Mocarz pokory” to tytuł 2-tomowego dzieła pióra ks. Zbigniewa Suchego, dzieła traktującego o drodze do świętości ks. Jana Balickiego. Pokora to ważna cecha duchowości w życiu przemyskiego kapłana, który zetknął się z czterema biskupami mającymi wpływ na jego życie jak i działalność. Byli to w kolejności: bp Łukasz Ostoja Solecki (1881- 1900), bp Józef Sebastian Pelczar (1900- 1924), bp Anatol Nowak (1924- 1933) i bp Franciszek Barda (1933-1964). Autor omawianej tu powieści biograficznej ks. Suchy poznał osobiście i z pewnością też na swojej drodze kapłańskiej musiał zachwycić się jego postacią, rozpoznając jej wielkość dążącą ku świętości. To niewątpliwie jeden z najbardziej pokornych kapłanów wyniesionych na ołtarze. „Pokora to poruszanie się w świetle prawdy i umiejętność jej przyjęcia: o sobie, o innych, prawdy o Bogu, co wcale nie jest dziś ani łatwe, ani powszechne” pisze w przedmowie do książki Arcybiskup Metropolita Przemyski Józef Michalik. I dalej czytamy we wstępie: „Pokora to droga prosta do rozwoju integralnego, niemożliwego bez pomocy Tego, który „pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje””. Nasz bohater książki każdego dnia powtarzał zresztą z miłością słowa z psalmu 119: „Dobrze Panie żeś mnie upokorzył.. dobrze”. Jakże trudno w dzisiejszych czasach o to uczucie pokory. Obserwując to, co wokoło nas się dzieje, w czym zmuszeni jesteśmy brać udział i co nie prowadzi do rozwoju naszego człowieczeństwa a raczej do zguby, nie mamy siły ani umiejętności do zwyciężania własnego „ja”, także własnej pychy, złości a nawet nienawiści do drugiego, innego, stojącego obok nas człowieka. Pisząc o tym, że autor znał ks. Balickiego należy dodać, iż wyszedł on z seminarium, którym ks. Jan kierował i w którym zresztą znalazł mieszkanie. „Takiej książki nie napisze ksiądz, który własnego kapłaństwa nie kocha”, pisze dalej ks. abp. Józef Michalik.
Ks. Bronisław Markiewicz (1842- 1912), założyciel Michalineum, mówił: Jest pięć dźwigni, które stanowią o życiu i potędze narodów: to wiara, urządzenie społeczne, literatura i sztuka, historia i byt polityczny. Pierwszą zaś z nich i najprzedniejszą jest… wiara. Ona bowiem powinna być podstawą, tłem, jądrem, treścią i nieodzownym warunkiem innych czynników. Ks. Markiewicz był również duszpasterzem w diecezji przemyskiej. Podobnie jak on, tak i ks. Jan szczególną troską obejmował warstwy najuboższe, chłopów oraz młodzież opuszczoną i zaniedbaną moralnie. Hołdował myśli ks. Bronisława uważając jak i on, iż nie ten naród zajmie w przyszłości poczytniejsze miejsce w świecie, co dzisiaj ma więcej wojska, więcej złota w bankach, ale ten który będzie miał najmniej ubogich, głodnych oraz młodzieży opuszczonej i zaniedbanej. Ile trzeba będzie dokonać przełomów w tej mierze, kiedy zmienimy w wyborach tę władzę…
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
419 odsłon
0 komentarze

Powiedzieć cos komuś...

Niegdyś wydałem w Koszalinie jedną ze swoich powieści. Grubo wcześniej będąc na „autostopie”, kierując się z nizin ku polskiemu morzu, zaglądnąłem do redakcji „Głosu Koszalińskiego”. Tam jeden z redaktorów (zresztą ten, który zabrał naszą paczkę' autostopowiczów z drogi), pokazał mi stalinowską encyklopedię bodaj z 1933 roku. Stało tam jak byk napisane, cytuję: ,,Keslin, centrum administracyjne w pruskiej części Pomorza, położone 13 km od Morza Bałtyckiego przy trasie kolej owej Stettin-Danzig: 30 735 tys. mieszkańców. Mydlarnia, papiernia, przetwórstwo rybne i piwowarstwo. Miasto założone w XII wieku”. Cóż, rola wiedzy, nauki i informatyki była w tym odległym czasie pomniejszona. Zresztą już nieraz w historii formułowano pomysły, których niedorzeczność porażała naszą polską wyobraźnię. Dotyczy to nie tylko Niemców, ale i Rosjan. Rozwój miasta datuje się od początków państwa polskiego, poprzez księstwo pomorskie, czasy brandenbursko-pruskie, okres Rzeszy Niemieckiej. Tego wspomniana encyklopedia nie zaznacza. Warto przy okazji dzisiaj sprawdzić w najnowszych encyklopediach, czy czasami nadal tereny te w pojęciu rosyjskich kartografów nie figurują w przedwojennej formie. Koszalin liczy dziś ponad 7.137 lat i zachowało się tu wiele reliktów dawnej świetności, jak: odcinki średniowiecznych murów, katedra i kaplica św. Gertrudy, kamieniczki gotycko-renesansowe oraz czytelny, wpisany w rejestr zabytków, pochodzący z czasów założenia miasta w 1266 roku układ urbanistyczny, który zaświadcza o dawnej świetności jednego z ważnych miast księstwa pomorskiego. Czy tego rodzaju zakłamane encyklopedie powinny się ukazywać? Podczas ostatniej wojny w Niemczech wyszła ustawa „o ochronie granic i środkach odwetowych”, co stwarzało hitlerowcom we władzach administracyjnych przeprowadzanie przymusowych wysiedleni z terenów przygranicznych w głąb państwa niemieckiego. Szczególnie dotyczyło to Śląska Opolskiego ,Warmii i Mazur a także pogranicza Pomorsko-Wielkopolskiego. Wykorzystano też wprowadzony W III Rzeszy przymus pracy - kiedy to Polacy zamieszkujący w/w tereny kierowani byli do pracy w głąb Niemiec. A zatem hitlerowcy dopuszczali się znacznie wcześniej przymusowych wysiedleń. W przypadku niezgłoszenia się do pracodawcy na podstawie skierowania z Urzędu Pracy, groziło zesłaniem do obozu koncentracyjnego. Oto jak wyglądało takie „wypędzenie” na podstawie typowego listu starosty (landrata): „Na podstawie upoważnienia udzielonego mi w myśl par.1 ustawy o zabezpieczeniu granicy Rzeszy i odwecie Z 9 marca l937(RGBL l str.281) w połączniu z paragrafem 1.4l rozporządzenia Prezydenta Rzeszy o ochronie państwa i narodu (RGBL l str.83) zakazuje niniejszym Panu stałe zamieszkanie i pobyt na terenie przygranicznym określonym w par. ll pierwszego rozporządzenia wykonawczego do ustawy o zabezpieczeniu granic Rzeszy i odwecie z 17 sierpnia 1937 RGBŁ l str. 905). Wymieniony teren przygraniczny musi Pan opuścić w ciągu 30 dni, licząc od dnia doręczenia niniejszego zarządzenia. O ile Pan niniejszego zarządzenia w ogóle, albo na czas nie wykona, może Pan być do tego zmuszony za pomocą policyjnych zarządzeń przymusowych, ponadto oczekuje Pana w tym wypadku kara”.
Ten typowy list urzędowy pochodzi z archiwum właśnie Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich W Koszalinie. Jest on doskonałym świadectwem w sporze na temat przesiedleń Niemców po II wojnie światowej, czyli inaczej mówiąc „wypędzeń”, jak się to zwykło określać. Szkoda, że tak mało pisze się o wypędzeniach nas, Polaków np. z tzw. Kraju Warty lub innych terenów do Generalnego Gubernatorstwa, czy choćby przykład Zamojszczyzny. Jak powiedział kiedyś Jules Lemaitre: „Być elokwentnym - to znaczy powiedzieć c oś komuś...”
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
347 odsłon
0 komentarze

Za wszystko dobre...

Młody żołnierzu, młody żołnierzu
Za co ty idziesz w bój?
- Za wszystko dobre idę w bój
Za ideałów ołtarz mój
Za życia moc, za życia zdrój!
W bój idę wierny przymierzu
Co duchy w ogniwa sprzęga.
Na śmierć! - jest moja przysięga,
Na śmierć! - mej tarczy znak. (Maria Konopnicka)

Pytanie owe postawiła znana poetka młodemu żołnierzowi: Za co ty idziesz W bój? Bo wówczas tacy właśnie młodzi bojownicy wzięli w swe ręce wywalczenie niepodległości Ojczyzny. Tak było i w roku 1980. Przypomnijmy sobie z historii, otóż klęska rozbiorów wykreśliła Polskę z szeregu państw samodzielnych, a mimo tego duch narodu nie upadł i każde pokolenie jedno stawiało sobie hasło: odzyskanie niepodległości. Swego czasu na uroczystości 11 listopada w Konsulacie generalnym w Hamburgu, jeden z zaproszonych polityków niemieckich powiedział: „Oto gdziekolwiek rozpoczynała się walka o swobody i prawa ludzkie, tam zawsze występował i walczył rycerz polski ze swoim świętym hasłem: za naszą wolność i Waszą”. Z tejże naszej historii wiemy, iż nie było wiadomo w tamtym oddalającym się coraz bardziej czasie, kto i kiedy miał ziścić te marzenia, kto miałby przekuć w stal czynu tęsknoty ducha polskiego. Każde pokolenie byłe przekonane, że to ono właśnie ,,odwali kamień grobowca”, że ono zerwie pęta niewoli, a narodowi ofiaruje najwyższy skarb ludzkości: wolność. Myślano, że takim wybawcą będzie Napoleon. Pamiętamy owe hasło: ,,Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami”. Wysłużyliśmy się cesarzowi Francuzów, zyskując na lat kilka skrawek dawnej Polski: Księstwo Warszawskie, płacąc hojną daninę krwi i mienia. Potem były ruchy ludowe 1830 roku i ta nasza mistyczna noc 29 listopada oraz 10-cio miesięczna walka z ,,olbrzymem północy”. Była śmierć Sowińskiego i Reduta Ordona. Recytowała na pamięć Redutę Ordona moja ś.p. Żona na lekcjach j. polskiego w hamburskiej Szkole Sobotniej przy PMK, której wspaniałym duszpasterzem był ks. prał. Jan Sliwański. Nastała ,,wiosna ludów” 1848 roku. Próbowano i z nią związać wysiłki i pracę, ale szybko nadciągnęły gradowe chmury, zaś pruskie i austriackie kazamaty zapełniły się polskimi jeńcami. W rewolucji węgierskiej, w kampanii krymskiej, walczyły polskie formacje, potem wybuch powstania styczniowego krwawo stłumionego zwłaszcza w męczeńskiej Wileńszczyźnie. Na stokach cytadeli warszawskiej giną członkowie Rządu Narodowego. Pisał historyk: „Błędne w dali zjawiny śniegami brną... Posępne widziadła kolumn człowieczych, legie sapieżyńskich tropem w północ pędzone. Golone wpół ich głowy szmata skrwawiona okrywa. Stapiane sukmany od burzy chronią grzbiet. U rąk, u nóg dzwoni żelazo. Krucy nad nimi kraczą czarne i chytre wrony kołują stadem. Wyją na nich wilki w borach. W licach wychudłych, żółtych - pogarda cierpienia' (fragment ,,Dumy o hetmanie”).
Takowe tragiczne pochody ciągnęły się przez dziesiątki lat w tajgi syberyjskie. Owe tajgi i tundry zasłane są po dziś dzień kośćmi wygnańców polskich. Tam swój żywot zakończyli najwięksi nasi patrioci ,,najszczytniejsze duchy”. Lecz krzyk protestu szedł przez pokolenie z ojca przechodził ów testament na synów, córki. Matki u kolebki nuciły pieśni niemowlętom, pojąc je jedną wielką myślą, jednym marzeniem: odzyskania niepodległości. Była jeszcze zawierucha rosyjskiej rewolucji 1905 r. I tedy walczono. Zyskaliśmy szkołę polską, niemałą zdobycz jak na owe czasy. I oto ucisk, klęski i niewola nie zdołały zdławić polskiego ducha. Był nieodżałowany Józef Piłsudski, który pojmował wolność Polacy muszą wywalczyć sobie sami. I wywalczyliśmy. W lichych materiałach kurtek legionistów, w szarych maciejówkach. W roku 1989 już w dobrze skrojonych garniturach i wielkogębich hasłach z których tak mało pozostało. Tu przypomina mi się wiersz „Maćka nad Maćkami”:
,,Pomnę, że Pułascy, moi przyjaciele
Mawiali, podglądając na Dymuliera,
Że dla Polski polskiego trzeba bohatera:
Ni Francuza, ani też Włocha, ale Piasta
Jana, albo Józefa, lub Lecha - i basta”.
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
401 odsłon
0 komentarze

Granitowa skała zła

Wysnuto wiele alegorii na tle walk o Prawdę na przestrzeni stuleci. Były jasnowidzenia oraz proroctwa przyszłości. Zaznaczały się w społeczeństwie polskim liczne odrodzenia indywidualne. Istniała świadomość czynów. Była też wiara jako lekarstwo. Zagadnieniom duszy narodu poświęcono całe tomy opracowań, odkrywające najskrytsze tajniki naszej polskiej duszy. Historia odnajdywała ludzi przeznaczeń, a mieliśmy takowych sporo, którzy myślą i sercem pragnęli służyć krajowi. Wśród zamąconych warunków dziejowych Polski. Każdy z nas, jeśli stara się choć trochę porządkować myśli, jakie w życiu powstają w jego świadomości. I tu właśnie dochodzimy do jakiegoś własnego poglądu. A jeżeli w ten proces włączymy jeszcze więcej pracy umysłowej, zachęci to nas do podejmowania decyzji. Własne przekonania, to wartość najwyższej miary. Nie czyjeś, nie te narzucane nam przez polityków. Tak szuka się świecącego drogowskazu, tak dochodzi się do własnej idei, własnych twierdzeń, teorii i poglądów. I z nich wnioski wypłyną już same, koncentrując myśl w jednym kierunku. Taki drogowskaz przyda nam się między innymi przy zbliżających się wyborach tak prezydenckich, jak i parlamentarnych. Myśl jest zwierciadłem naszego jestestwa. Politolodzy twierdzą, że tylko krytyka może przyczyniać się do dalszego doskonalenia w rozwoju myśli w życiu społecznym. W przeciwnym wypadku owa myśl stanie się martwą, bezpodstawną i bezcelową myślą. Pisał poeta Stanisław Emil Dutkiewicz w dniu narodzin Polski w 1918r.: „Porzućcie ciała szatańskie, niech zła krew wszystka zmarnieje. Aż z morza łez, tęsknot i cierpień, powstanie Duch Prawdy-Wiary-Nadziei…” On to upomniał Naród: „Z powodu napływu ludzi wyzutych z wszelkich cech dodatnich człowieka, państwo nasze zaczęło tracić swój wewnętrzny wygląd zmieniając się jakby w hotel, lub w poczekalnię królów bez korony, do których każdy z nich ma pretensję, licząc na wybory. Odrodzenie ducha prawego, który rozjaśni nam drogę, to wybór ludzi prawych, uczciwych, potrafiących kierować losami obywateli i Ojczyzny. A zatem czas przełamać tę granitową skałę otaczającego nas zła i oby tak się stało…
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
422 odsłon

Matka

Na jednej z bocznych uliczek Lubeki schodzącej pochyło ku kanałowi, gdzie cumują przez zimę dalekomorskie jachty, nagie teraz, bez rozpiętych żagli, przy tej uliczce pełnej portowych knajp, barów piwnych, nocnych klubów i stojących pod latarniami półnagich prostytutek- w ponurym szarym murze jednej z kamienic, tu właśnie znajduje się otwór przypominający drewnianą rynnę w wodnym młynie, lub też zwykły zsyp na śmieci. W ciemnym oknie powyżej zwięzła informacja dla matek, które chcą w tym miejscu porzucić noworodki. Gotyckimi literami pisany napis pożółkł, zatarł się i być może to miejsce pozostanie reliktem jakiejś zamierzchłej przeszłości, gdyż w tutejszych szpitalach widziałem zgoła nowocześniejsze i bardziej humanitarne „skrytki” dla matczynej nędzy i hańby. Kiedy jednak baczniej przyjrzymy się prostokątnemu otworowi w ścianie, deska stanowiąca pochylnię jest wyślizgana i błyszcząca. Niedoszłe matki mogły w tym zaułku liczyć na dyskrecję; wystarczyło podejść i pchnąć po tej pochylni tłumoczek z żywą istotą. Brrr! Co czuje taka wyrodna matka w takiej chwili; wewnętrzną pustkę, zwątpienie, udrękę, absurdalność bytu, ból, strach, czy też może ulgę? Czy jest to wyrzeczenie się swojego człowieczeństwa, wiary i nadziei, miłości- czy też jest to zdrada tych wszystkich wartości? Cóż, ten świat zagnieździł się w bestialstwie, w małości, w wszechogarniającym złu. W całej Europie odnotowuje się spadek urodzeń. Statyści nazywają to oschle niżami. W naszym kraju od wielu lat odnotowywaliśmy niż, co winno nas cieszyć? W takim bogatym kraju jak Niemcy, kiedy przychodzi na świat nowy człowiek, rząd zdając sobie nareszcie sprawę z również ciężkiego położenia rodziny i coraz trudniejszej sytuacji materialnej większej części społeczeństwa, wprowadził cały szereg ulg podatkowych, nie mówiąc już o doraźnej pomocy finansowej dla wielodzietnych rodzin. U nas zdobyto się na tzw. becikowe. Nie okłamujmy się, w Polsce rodziny wielodzietne zmuszane są do codziennego bohaterstwa przeżycia jednego dnia. Biedę od bogactwa (nowo- bogactwa), dzieli coraz większa przepaść. Żeby mieć dzieci, należy w naszym społeczeństwie być uprzywilejowanym. Wielką rolę pomocową w tej mierze spełnia Kościół, ale jest to kropla w morzu potrzeb. Wczujmy się w serce takiej matki pozostawiającej ów węzełek, gdzie bije serce jej dziecka. Wczujmy się w jej determinację, w jej ból. Czy występuje tu problem winy niezawinionej, czy też bestialstwo? Zastanówmy się, czy nie jest ona ofiarą systemu, ofiarą polityki antyrodzinnej. Jeżeli tak, to i my ponosimy część winy właśnie przez solidarność ludzką. Wyrzec się codziennej walki o tę solidarność, to wyrzec się człowieczeństwa. Wspomina poetka: „Płacz, płacz, cierp, cierp - mówiła mama, gdy rodziłam. Tylko cierpieniem można okupić szczęście nowych narodzin…” Najpiękniejsze na świecie słowo: m a t k a !
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
429 odsłon
0 komentarze

Filozofia a polityka

Wspaniały filozof, nade wszystko zaś człowiek szlachetny, Władysław Tatarkiewicz w wydanej przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie książeczce zat.: „O tragedii i tragiczności” (Arystoteles, David Hume i Max Scheler), napisał: „Ludzie płaczą nad śmiercią innych raczej niż nad własną; niemniej to ona, ta własna śmierć, ciąży nad ich życiem. Śmierć innych bywa nieszczęściem, śmierć własna jest tragedią. Na tragedię tę składa się lęk przed końcem, przed nicością czy nieznanym, przywiązanie do znanego. Poczucie znikomości istnienia łączy się z upodobaniem do niego. Jeśli życie było dobre, to chce się, by trwało; jeśli było złe, czeka się na swoją cząstkę szczęścia. Ale więcej jeszcze niż o szczęście, chodzi człowiekowi o samo istnienie. Prymitywne warunki dawniejszego życia raczej mniej do niego przywiązywały i wytwarzały mniej oporu wobec myśli o śmierci”. Tu Tatarkiewicz zauważa, że sprzeciw wobec śmierci i poczucie tragizmu istnienia nie maleje wraz z rozwojem cywilizacji, a raczej wzrasta. Tragedia i tragizm. Życie i śmierć. Arystoteles był wielkim odkrywcą i niejako zbieraczem prawd filozoficznych, logicznych czy też przyrodniczych. Jego niezwykły umysł sprawił, iż przez dwa tysiące lat podziwia się go, usiłuje zrozumieć i pojąć, interpretować, rozwijać czy też uzasadniać. Wielu filozofów zarzucało mu błędy i wręcz nieprawdziwość jego twierdzeń, a jednak jego pozycja filozoficzna jest niepodważalna w wyraźny sposób. Wspomniana na wstępie pozycja wydawnicza jest przykładem prac greckiego filozofa oraz filozofów: angielskiego (D. Hume) i niemieckiego (M. Schelera), którzy swego czasu zabierali głos o zjawisku tragiczności. Trzy różne teorie tragedii obejmujące wszystkie działy sztuki, gdzie główną postacią jest przecież człowiek. „Jak mało z cierpień ludzkich weszło do filozofii”, uskarżał się swego czasu Georg Simmel. Europejska filozofia w rzeczywistości w znikomym stopniu zajmowała się człowiekiem, rzucając się z pasją w materię, idee, kosmos i ducha, tworząc teorie bytu w którym pomijano to, co nazywamy cierpieniem, a przecież było ono i jest przypisane człowiekowi, leży w naturze ludzkiego istnienia. Stąd może wojny określano jako nieszczęście, a nie tragedię ludzką. Znamienne było germanistyczne spojrzenie na filozofię tragiczności losu człowieczego, co jednak przecież nie ostudziło zbrodniczych zamiarów Hitlera i w ogóle nazizmu. W tym miejscu warto wspomnieć, że filozofia chrześcijańska długi okres czasu znajdowała ukojenie w idei Boga i dopiero Pascal w XVII w. dał wyraz tragicznej niepewności i niepokojowi człowieka zagubionego w nieskończoności.. „rozdartego między światem a Bogiem” Pascalowskie „Nawrócenie grzesznika” powinien przeczytać każdy chrześcijanin tak, jak powinien na co dzień wczytywać się w Słowo Objawione-Ewangelię. Rzeczywiście w coraz większym stopniu człowiek zachwyca się rzeczami widzialnymi, w czym odzwierciedla się nasza próżność, pomijając lub lekceważąc nadzieję na niewidzialne i to właśnie rodzi w duszy „bezwład i pomieszanie”. Znajdując się pośrodku między dwoma krańcami, nie znajdujemy spokoju i każdy z nas nie jest zdolny do wiedzy niezawodnej, ani też do całkowitej niewiedzy, jak pisał Pascal. Stąd rodząca się pewnie i w naszym narodzie podzielność i przeciwność w odniesieniu do drugiego człowieka, najwyraźniej odbijające się na polu choćby polityki. Oto jak filozofia sprowadza nas na ziemię, albo też wynosi na wyżyny niebios. Gdyby nasi politycy przejęci byli trwogą, że muszą kiedyś umrzeć, swoją polityczną troskę skierowaliby na drugiego człowieka, ale tacy w ferworze codziennego dnia uciekają przed tą myślą, mówiąc sobie: jeszcze nie teraz, jeszcze nie ja. Miałem mówić o wartościach filozoficznego myślenia trzech wielkich filozofów, a zacząłem filozofować na temat małości naszych polityków. Ta małość i mizeria odzwierciedla się szczególnie przed wyborami. Walka o władzę i o stołki wytrąca nas, obywateli, z codzienności, mącąc nasze myśli, zwieszając je rozdarte między wiecznością, a doczesnością. I nie dziwmy się naszemu zniechęceniu do doczesności. Pójdźmy zatem do punktów wyborczych, aby wreszcie wyplenić otaczające nas zło.



jaroslawinfo/blogi
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
549 odsłon
0 komentarze

Odejścia i powroty

Kiedy światło gaśnie, przez małą chwilę w tzw.powidoku widzimy jego blask. Podobnie bywa ze słowami, których się w pełni jeszcze nie rozumie, albowiem bywa tak, iż najgłębsza ich treść jest przed nami zakryta. Blask słowa. Najpełniej pojmują to poeci i pisarze. Czasami przy takiej sposobności dochodzimy do ich zrozumienia po jakimś czasie, chwili i wówczas, o zgrozo, przypominamy sobie, żeśmy już to samo yś mówili. Jest to także domeną polityków. Kiedy kończą jakąś tam kadencję i zaczynają nową za naszą to sprawą przy wyborczych urnach, możemy im zarzucić:panowie, myśmy to już słyszeli z waszych ust. Musicie zdać sobie sprawę, że w głębi słowa ukryliście jakiś sens (lub bezsens) i jako takie oba się nie sprawdziły. Gdy światło gaśnie, przez chwilę jeszcze w powidoku widzimy jego blask. W waszej sytuacji następuje zaciemnienie. Kto z Boga jest, słów Bożych słucha.... Czyje to słowa? Na pewno nie żadnego z polityków. W Ewangelii czytamy: mowa ta była przed nimi zakryta. Ci, którzy słyszeli, a nie byli w stanie zrozumieć. Nastąpiło to znacznie później. I zapamiętali słowa tej mowy. I my wyborcy zapamiętaliśmy. W ostatnich miesiącach politycy "zagadali nas na śmierć". I będą jeszcze gadać. Będziemy sobie powtarzać: zapamiętamy, co mówiliście. Łapię się na tym, że tracąc słuch na tę mowę-trawę zyskuję słuch wewnętrzny. Odkąd znalazłem się w Kraju, porzucając emigrację dostrzegam, że wszystko u nas jest nadal "na niby". Na niby są spotkania solidarnościowe jak choćby to ostatnie w Przemyślu z okazji 35-rocznicy spacyfikowanej przez milicję manifestacji na Kamiennym Moście. Słowo "Solidarność" od dawna nas boli. Ci, którzy walczyli w jej szeregach, zaakceptowali "cudzą wolność", wolność dorobkiewiczów, wolność stołków urzędniczych, siedząc na nich w ciepełku dobrze płatnych posadek, nie widząc rozdarcia i biedy a także krzywdy tych, z którymi stali ongiś w jednym szeregu. Akceptacja cudzego losu; ta bez serca, bez solidarności z drugim człowiekiem. Tacy oswoili się ze swoją wolnością, ona ich wchłonęła, pożarła co sprawia, że ślepo stanęli w innym szeregu. Przestrzeń tych dwóch szeregów - dawnego, solidarnościowego i tego nowego, przestrzeń ta coraz bardziej podzieliła "Solidarność", rozbiła spójność celów. Tamta "Solidarność" sprzed 35 laty, to był sprawdzian, to było braterstwo dotykania czyjegoś istnienia, czucie go intensywnie, jak się czuje samego siebie i swoje własne istnienie, a może nawet bardziej intensywnie. Nic dziwnego, że przychodzą takie chwile, kiedy pragnie się powrócić w głębokie chwile  tamtego niezapomnianego czasu, pragnie się je raz jeszcze utrwalić, może też kiedyś zapisać. Wygląda zatem na to, że tylko tamten czas się liczy w nas, że warto to raz jeszcze przeżyć. Ale z kim, kiedy wszyscy się zmienili? Byłoby to jedynie niedokładn powtórzenie, gra pozorów, gra słów, gra czasu. Może zatem lepiej nie wracać do wspomnień? Prześlić tamten coraz bardziej oddalający się czas i zapomnieć o odejściach i powrotach bez spełnienia....


jaroslawinfo
Oceń ten wpis:
Czytaj dalej
467 odsłon
0 komentarze

Wybrane z galerii

Jarmark Benedyktynski Autor-Nata

Orsettich noca

Ratusz K.Mruk

Ratusz K.Muk

Urzędy i instytucje

Kościoły i parafie

Back To Top